Prophecy?

24 Listopad 2008

Na początek gorąco polecam pewien artykuł. Autor rysuje w nim taką oto apokaliptyczną wizję:

Na świecie przybywa co roku przeszło 30 mln samochodów i wszystkie kopcą. Pogłębia się coraz bardziej tzw. efekt cieplarniany, topnieją lody, za 50-100 lat, czyli za chwilę, pół świata będzie zalane z półwyspem Hel na czele, a nawet podtopiony zostanie hotel Bryza w Juracie. Personel będzie siedział na dachu machając ręcznikami i wołając o pomoc. Lubię o tym pisać, bo ciekawie rysuje się ten obrazek.

Wiedzieliście, że wszystkie samochody kopcą? Nie? To ja jeszcze tylko dodam, że wszystkie małe dzieci płaczą. Ale Kolumb naszych czasów, który lubi sobie poapokalipsować, pan Iwaszkiewicz odkrył również niezwykłą tendencję, którą wykazuje lód, mianowicie tendencję do topnienia. Ale to nie jest takie zwykłe topnienie, o nie! To topnienie spowodowane jest, uwaga, uwaga, GLOBALNYM OCIEPLENIEM! Brzmi groźnie, prawda? Bo właśnie tak ma brzmieć. Skoro robi się gorąco i to na skalę globalną to chyba trzeba coś z tym zrobić, jakaś klimatyzacja albo zimne piwko. Albo przynajmniej można szeroko otworzyć portfel i pozwolić poczęstować się różnym Wujkom Samom, którzy na pewno sobie z globalnym ociepleniem poradzą. Na temat globalnego ocieplenia polecam artykuł dr Teluka oraz ten wpis.

Warto byłoby pamiętać, że w momencie kiedy jakaś ideologia przyjmuje postać masową to na ogół nie dzieje się dlatego, że jest ona prawdziwa, tylko dlatego, że stoją za nią pieniądze (które zresztą też nie są prawdziwe). Słynny casus Ala Gore’a, który dostał tzw. Nobla. Za co? Może za hipokryzję? Nie, nie “za wysiłki na rzecz budowy i upowszechniania wiedzy na temat zmian klimatu wynikających z działań człowieka i za stworzenie podstaw dla środków, które są niezbędne do walki z takimi zmianami”. I wszystko jasne, wzorowy przykład zdanie niemówiącego zupełnie niczego.

Krzysztof Kolumb, kiedy wylądował u wybrzeży Kolumbii myślał, że dotarł do Indii. W zasadzie był tego pewien. Dlatego proponowałbym różnym współczesnym Kolumbom ponowne przemyślenie własnego stanowiska. Pozwoli im to uniknąć publicznego ośmieszenia. Jak napisał Twain: “Lepiej milczeć i udawać głupka niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości”.

Przyjazne państwo?

20 Listopad 2008

Jak podaje serwis naszemiasto sejmowa komisja “Przyjazne Państwo” ma zamiar przeforsować projekt, który podwyższa stawkę akcyzową na auta sprowadzane z zagranicy do 500 euro, czyli do prawie 2000 zł.

Przyjrzyjmy się wypowiedziom ekspertów:

Ile skarb państwa traci przez kombinatorów, tego nikt nie potrafi ustalić. Ale według szacunków ubiegłoroczne wpływy z akcyzy od sprowadzonych aut, które wyniosły nieco ponad miliard złotych, byłyby co najmniej dwa razy większe, gdyby nie oszustwa. – Jeśli wprowadzimy opłatę, której nie będzie się wyliczać na podstawie kwot w umowie kupna auta, tylko ustali się jedną stawkę, możliwości oszukiwania znikną. (Poncyliusz)

Ja rozumiem, że ciśnienie i w ogóle, pogoda nie sprzyja procesom myślowym, ale ktoś mógłby w końcu zakończyć to powszechne bredzenie o “skarbie państwa, który stracił”. Stracić można tylko to, co się wcześniej posiada! Poza tym, kto normalny nazwie osobę, która ukrywa swoje pieniądze przed złodziejem oszustem?

Ta fala złomu płynącego do nas, a potem walającego się po poboczach, zniknie – zapowiada Poncyliusz. – Nikomu nie opłaci się kupować szrotu za 1 tys. euro, jeśli po przejechaniu granicy będzie musiał zapłacić jeszcze 500 euro.

No tak, Kali być poseł i mieć w dupie to, że nie wszyscy zarabiać 20 ka na miesiąc i móc jeździć super fura! Kali ich zjeść, bo jak ktoś nie jeździć super fura to lepiej w ogóle nie jeździć!

Mniej krytycznie projekt posła Poncyliusza ocenia analityk rynku samochodowego Leszek Lerch. Jego zdaniem ogromną zaletą tego pomysłu jest uproszczenie systemu podatkowego za samochody. Plusem jest też fakt, że stała i dość wysoka stawka wyeliminuje napływ staroci. – Nie ucieszą się z tego tylko mechanicy samochodowi, którzy dziś mają masę klientów – mówi.

Nie wiem co trzeba zrobić, żeby zostać analitykiem rynku samochodowego (czytać Top Geara?), ale analiza tego pana ma więcej wspólnego z samochodami niż z rynkiem. No bo czy każde uproszczenie systemu podatkowego jest dobre? Odpowiedź jest oczywista: nie. Tylko takie uproszczenie, które obniżają podatki są uproszczeniami dobrymi. Jakby w ramach uproszczenia podatku dochodowego podwyższyć go dla wszystkich do 80% to też byłoby tak fajnie?

Komisja “Przyjazne Państwo” paradoksalność swojej nazwy potwierdza poprzez pomysły. Złośliwi zowią ją “komisją Paligłupa” i nie wiem, czy nie byłoby lepiej zmienić nazwy. Ludziom byłoby łątwiej zrozumieć. Bo “Przyjazne Państwo” brzmi prawie jak “Przyjazny HIV” i jest dobrym kandydatem na nazwę dla kabaretu.

Tutti Frutti, oh Rudy :-)

16 Listopad 2008

Klasyk. Tak jakoś mi się przypomniało:

;-)

Ron Paul u Colberta

13 Listopad 2008

In Peace we trust

12 Listopad 2008

Nie ma drogi do pokoju. To pokój jest drogą.

Mahatma Gandhi

Ron Paul, Martin Luther King, Mahatma Gandhi – niby ludzie z różnych światów, związani z różnymi religiami, kulturami, wydarzeniami i okresami w dziejach, a jednak ludzie, których łączy coś więcej niż znalezienie się w jednej linijce tego wpisu. Tym czymś jest umiłowanie pokoju.

Słowo “pokój” stało się dzisiaj medialnym przecinkiem. Większość zdań, które słyszymy w telewizji zawiera jedynie słowo “wojna” odmienianie przez wszystkie przypadki. “Pokój” jest tylko przerywnikiem, wrzucanym wtedy, kiedy nie wiadomo, jakie inne słowo można by wstawić. A czy czasem nie powinien on być kropką?

Z jednej strony obserwujemy tendencje do mówienia o dobrodziejstwach pokoju i tego, jakim to wspaniałym wynalazkiem był ongiś Pax Romana zaś dzisiaj Pax Americana. Teoretycy tzw. theory of democratic peace prawią peany na cześć zjednoczonego, demokratycznego świata. Jednakże pokój w ich rozumieniu byłby możliwy tylko w momencie wyrzeczenia się przez  ludzi podstawowych wolności i zgodę na podejmowanie decyzji przez niewielką grupę osób. Czyli innymi słowy matrix, centralne planowanie lub, jak kto woli, socjalizm. To już było.

Z drugiej strony za pięknymi słowami nie idą czyny. Wojny były, są i będą, niezależnie od panującego ustroju. Dlatego nieuprawnionym jest mówienie, że demokracja oznacza pokój. Guzik prawda – demokracja oznacza wojnę w takim samym stopniu jak monarchia i anarchia. Bo wojny nie są związane z panującym ustrojem tylko z tym, co myślą ludzie. A w momencie, kiedy ludzie raczej wykazują tendencje do niemyślenia niż myślenia, ciężko pokazać im, że prawdziwy pokój jest możliwy tylko w momencie przestrzegania pewnych zasad. I przychodzą różne Hitlery, Bushe, Putiny i inne i mówią ludziom, że w sumie to oni ten pokój lubią, ale sytuacja i w ogóle, i że ta wojna co oni ją to tylko na chwilę, i że to w zasadzie nie jest taka wojna-wojna tylko raczej taka wojna o pokój z jego wrogami, a jak oni już załatwią tych “wrogów pokoju” to będzie ok i wszystko wróci do normy. Tylko, że nigdy tak nie jest. Jeśli ktoś raz wkroczy na wojenną ścieżkę w roli agresora to będzie nią kroczył do samego końca, czyli do momentu aż nie będzie miał już kogo podbijać albo do chwili, kiedy znajdzie się ktoś silniejszy od niego.

Obok takich różnych warmongerów jak ww. panowie mamy do czynienia z prawdziwymi pacyfistami. Wielkość Paula, Gandhiego czy Kinga nie polega na tym, że mieli oni na ustach pokojowe hasła. Ich wielkość polega na tym, że oni naprawdę w te hasła wierzyli i je realizowali (zresztą Paul nadal realizuje). Całym swoim życiem pokazywali, że dla nich pokój to coś więcej niż tylko słowo.

Be the change you want to see in the world.

powiedział kiedyś Gandhi. To zdanie trochę przypomina imperatyw kategoryczny Kanta i biblijne “nie czyń drugiemu co tobie nie miłe”. Jednakże tak naprawdę mówi nam, czym powinniśmy kierować się, jeżeli naprawdę chcemy zmieniać świat. Taką zmianę powinniśmy zacząć od siebie.

Dear government…

12 Listopad 2008

“United we stand”

10 Listopad 2008

Poseł PiS, Artur Górski przeskrobał sobie u obamoentuzjastów:

Górski powiedział w środę w Sejmie, że “głową największego na świecie mocarstwa został kumpel lewackiego terrorysty Williama Ayersa, polityk uważany przez republikańską prawicę za czarnoskórego kryptokomunistę”. Jak mówił, “Al-Kaida już zaciera ręce z radości, że nowy prezydent wybiera pokój a nie wojnę; w kwestiach polityki zagranicznej Obama jest pacyfistą i – jak określili go republikanie – naiwnym mięczakiem”. Według niego, “Obama to nadchodząca katastrofa. To koniec cywilizacji białego człowieka”.

Górski powiedział w Sejmie także m.in., że “Barack Hussein Obama swój sukces zawdzięcza osobistemu urokowi i w znacznej mierze liberalnym mediom, które wśród młodego pokolenia Amerykanów wykreowały modę na +Obamizm+”. “Teraz głosami swoich wyborców Obama – czarny mesjasz nowej lewicy zgniótł kandydata republikanów Johna McCaina. Już niedługo Ameryka zapłaci wysoka cenę za ten grymas demokracji” – powiedział.

Nie chce tutaj analizować prawdziwości wypowiedzi posła Górskiego, który posłużył się określeniem “grymasu demokracji”, tym samym odbierając sobie prawa do obrony. Zresztą czołowi sejmowi mędrcy już wypowiedzieli się w kwestii tego, co należy o Górskim myśleć.

Szkoda tylko, że żaden z nich nie zwrócił uwagi na wypowiedź samego Obamy, która również do najbardziej przemyślanych nie należy.

No i gdzie tutaj równość? Jak się ma poczuć Barack, jeżeli nie dyskryminowanym? Czy będzie teraz w stanie tak po prostu przyjechać do Polski, spojrzeć polskim posłom i poślinkom w oczy i być z nimi per “ty”?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.