Ron Paul u Colberta
13 Listopad 2008
In Peace we trust
12 Listopad 2008
Nie ma drogi do pokoju. To pokój jest drogą.
Mahatma Gandhi
Ron Paul, Martin Luther King, Mahatma Gandhi – niby ludzie z różnych światów, związani z różnymi religiami, kulturami, wydarzeniami i okresami w dziejach, a jednak ludzie, których łączy coś więcej niż znalezienie się w jednej linijce tego wpisu. Tym czymś jest umiłowanie pokoju.
Słowo “pokój” stało się dzisiaj medialnym przecinkiem. Większość zdań, które słyszymy w telewizji zawiera jedynie słowo “wojna” odmienianie przez wszystkie przypadki. “Pokój” jest tylko przerywnikiem, wrzucanym wtedy, kiedy nie wiadomo, jakie inne słowo można by wstawić. A czy czasem nie powinien on być kropką?
Z jednej strony obserwujemy tendencje do mówienia o dobrodziejstwach pokoju i tego, jakim to wspaniałym wynalazkiem był ongiś Pax Romana zaś dzisiaj Pax Americana. Teoretycy tzw. theory of democratic peace prawią peany na cześć zjednoczonego, demokratycznego świata. Jednakże pokój w ich rozumieniu byłby możliwy tylko w momencie wyrzeczenia się przez ludzi podstawowych wolności i zgodę na podejmowanie decyzji przez niewielką grupę osób. Czyli innymi słowy matrix, centralne planowanie lub, jak kto woli, socjalizm. To już było.
Z drugiej strony za pięknymi słowami nie idą czyny. Wojny były, są i będą, niezależnie od panującego ustroju. Dlatego nieuprawnionym jest mówienie, że demokracja oznacza pokój. Guzik prawda – demokracja oznacza wojnę w takim samym stopniu jak monarchia i anarchia. Bo wojny nie są związane z panującym ustrojem tylko z tym, co myślą ludzie. A w momencie, kiedy ludzie raczej wykazują tendencje do niemyślenia niż myślenia, ciężko pokazać im, że prawdziwy pokój jest możliwy tylko w momencie przestrzegania pewnych zasad. I przychodzą różne Hitlery, Bushe, Putiny i inne i mówią ludziom, że w sumie to oni ten pokój lubią, ale sytuacja i w ogóle, i że ta wojna co oni ją to tylko na chwilę, i że to w zasadzie nie jest taka wojna-wojna tylko raczej taka wojna o pokój z jego wrogami, a jak oni już załatwią tych “wrogów pokoju” to będzie ok i wszystko wróci do normy. Tylko, że nigdy tak nie jest. Jeśli ktoś raz wkroczy na wojenną ścieżkę w roli agresora to będzie nią kroczył do samego końca, czyli do momentu aż nie będzie miał już kogo podbijać albo do chwili, kiedy znajdzie się ktoś silniejszy od niego.
Obok takich różnych warmongerów jak ww. panowie mamy do czynienia z prawdziwymi pacyfistami. Wielkość Paula, Gandhiego czy Kinga nie polega na tym, że mieli oni na ustach pokojowe hasła. Ich wielkość polega na tym, że oni naprawdę w te hasła wierzyli i je realizowali (zresztą Paul nadal realizuje). Całym swoim życiem pokazywali, że dla nich pokój to coś więcej niż tylko słowo.
Be the change you want to see in the world.
powiedział kiedyś Gandhi. To zdanie trochę przypomina imperatyw kategoryczny Kanta i biblijne “nie czyń drugiemu co tobie nie miłe”. Jednakże tak naprawdę mówi nam, czym powinniśmy kierować się, jeżeli naprawdę chcemy zmieniać świat. Taką zmianę powinniśmy zacząć od siebie.